Święty Wojciech 23 kwietnia 997 roku

Święty Wojciech 23 kwietnia 997
Jak już kilka razy wspominaliśmy, zmieniamy Monitora na lepsze, albo gorsze, zależy kto jak ocenia. W ramach tych zmian, zatrudniliśmy kilku współpracowników. Na szczęście nie żyją i nie trzeba im płacić, ani ZUS-u za nich odprowadzać, więc budżet domowy nie ucierpi. Mimo że sztywni to są całkiem pracowici i co jakiś czas będziemy krzystać z ich pomocy. Naszą współpracę zainauguruje tekst o Wojciechu, Adalbercie, Sławnikowicu. Dokładnie nasi współpracownicy przedstawią nam śmierć bohatera tego krótkiego tekstu.
Cesarskie Cioteczki przebywające w klasztorze w Kwedlinburgu tak opisały to wydarzenie: „Biskup praski Wojciech został 23 kwietnia uwieńczony z rąk Prusów chwalebną koroną męczeństwa.”
Niemiecki Biskup, znany polakożerca, Thietmar tak opisał:” przybył biskup czeski Adalbert, który na chrzcie otrzymał imię brzmiące, jak Wojciech, przy bierzmowaniu jednak nazwany został przez arcybiskupa magdeburskiego Adalbertem(…). Gdy potem z upowaznienia tegoż papieża [Grzegorza V zapewne] usiłował poskromić pogańskie dusze Prusów wędzidłem słowa Bożego, przeszyto go włócznią i odcięto mu głowe w dniu 23 kwietnia. W ten sposób sam jeden spośród towarzyszy, bez żadnego jęku, poniósł upragnioną śmierć męczęńską, jak mu to danym było przewidzieć we śnie poprzedniej nocy i jak sam to przepowiedział wszystkim braciom. Powiedział im mianowicie: „Wydawało mi się, iż odprawiałrm mszę świętą i sam jeden przyjmowałem komunię”. Lecz niegodziwi sprawcy posuneli się do jeszcze większej zbrodni i na jeszcze większą zasłużyli sonie karę ze strony Boga. Widząc go bowiem marwtym wrzucili święte ciało do morza, głowę zaś zatkneli gwoil szyderstwa a palu i wśród okrzyków radości odeszli do swoich sadyb. Gdy się dowiedział o tym syn Mieszka Bolesław, natychmiast wykupił za pieniądze głowę i święte ciało męczennika. Swoją drogą, to szacowny biskup Merserburga musiał połamać ze złości kilka gęsich piór pisząc coś dobrego o Bolesławie.
Trzecim naszym pisarzem jest dzisiaj obieżyświat, przybyły hen z dalekiej Italii a może jeszcze z dalszych rejonów Civita Christiana, Gal zwany Anonimem, czyli poprostu Gal Anonim. „On [Bolesław Chrobry] to również, gdy przybył doń św. Wojciech, doznawszy wielu krzywd w długiej wędrówce, a (poprzednio) od własnego buntowniczego ludu czeskiego – przyjął go z wielki uszanowaniem i wiernie wypełniał jego pouczenia i zarządzenia. Święty zaś męczennik płonąc ogniem miłości i pragnieniem głoszenia wiary, skoro spostrzegł, że już nieco rozkrzewiła się w Polsce wiara i wzrósł Kościół święty, bez trwogi udał się do Pruw i tam męczęństwem dopełnił swego zawodu. Później zaś ciało Bolesław wykupił na wagę złota od owych Prusów i umieścił (je) z należytą czcią w siedzibie metropolitalnej w Gnieźnie.
Szerszą relację możemy przeczytać w tekście autorstwa kanonika z klasztoru w Trzemesznie pt. „Tempore Illo” z XII wieku: ”słysząc to święty mąż i stwierdzając, że nie potrafi ich nawrócić, a zdecydowany potykać się dobrym potykaniem i dokonać zawodu S postanowił udać się do Prus, aby tam choć kilka dusz pozyskać dla Chrystusa i znaleźć śmierć męczeńską jako kres życia. Uprosiwszy więc o zezwolenie wspomnianego księcia na jego polecenie statkiem przewieziony został do Prus. (Tam) zatrzymał się u pewnego Prusa, który znał język polski, wkrótce go nawrócił i nauczył się od niego mowy pruskiej, naśladując apostoła, który mówił: „Wszystkim stałem się dla wszystkich, abym wszystkich pozyskał”. Gospodarz jego tedy nawrócony przezeń ze czcią spełniał jego rozkazy i na jego polecenie do czasu ukrywał się ze swym chrześcijańskim wyznaniem.
Gdy po tym wszystkim bliski był już czas jego męczeństwa, pewnej nocy mąż Boży ujrzał we śnie, jak on sam odprawia jak zwykle mszę św i podaje kielich dwu swoim towarzyszom, gdy zaś oni skinieniem głowy odmówili, on sam wypił wszystko. Gdy nadszedł ranek i święty opowiedział to towarzyszom, oni zrozumiawszy natychmiast, co oznacza owo widzenie, przejęci do głębi bólem wzdychali, jęczeli i płakali, ponieważ widzieli, że w samym momencie męczeństwa będą musieli rozejść się z tym, którego uczuciem gorącej miłości kochali – co potwierdził następnie bieg wypadków.
A gdy wstał dzień, święty biskup czekał na godzinę odpowiednią do odprawiania mszy św. Był to zaś piątek, aby mógł cierpieć za Chrystusa w ten sam dzień, kiedy On cierpiał za świat. Przystąpił wreszcie do złożenia ofiary z Ciała Chrystusowego, sam będąc ofiarą, która w najbliższym czasie miała być złożona. Posłyszeli jednak o tym mieszkańcy tej okolicy i poczęli zwoływać się między sobą wściekłymi głosami krzycząc: „Oto ten czarodziej chrześcijański na zgubę naszą odprawia swe obrządki, aby nas zarazić chorobami i zaczarować. Chodźmy i zabijmy go dla ocalenia nas samych i całego kraju!” Z tą myślą pobiegli jak szaleni, ale jeden z nich oglądnął się za siebie i zobaczył morze ognia pochłaniające jak gdyby ich wieś. Z krzykiem tedy pokazał to towarzyszom i razem z nimi spiesznie powrócił do wsi. O niezbadana mądrości Boża, która łagodnie, lecz cudownie wszystkim kierujesz! Oni twierdzili kłamliwie, że przenajświętsza i Boska ofiara będzie przyczyną ich zguby i prawdę Bożą mieli za kłamstwo. Słusznie tedy z woli Bożej wystawieni zostali na pośmiewisko, skoro swoim psim szczekaniem ośmielili się uwłaczać niebiańskim sakramentom. Ponieważ jednak, jak powiada Salomon, to, co przewrotne, nie da się przystroić, a w duszy złej woli nie zagości mądrość, zostali, co prawda, w cudowny sposób skarceni, ale nie poprawili się dzięki temu. Z jeszcze większą bowiem niż poprzednio wściekłością pobiegli ku świętemu biskupowi przekonani, że wszystko, co widzieli, było złudzeniem spowodowanym jego zaklęciami. Gdy po raz drugi zatrzymani podobnym widzeniem znowu zobaczyli, że ich domy, o których sądzili, że zniknęły w płomieniach, stoją nietknięte, ruszyli po raz trzeci i dysząc żądzą zamordowania świętego biskupa rzucili się na niego niepowstrzymanie. A już kapłan Boży skończywszy mszę św. odmawiał Hymn trzech młodzieńców składając dziękczynienie, gdy oni wdarli się raptownie i spełnili pragnienie świętego pasterza, zadając mu drogocenną w oczach Pańskich śmierć, której tak długo pragnął, a chcąc go zgubić tym bardziej otworzyli mu bramy królestwa niebieskiego.
Gdy więc biskup Chrystusowy oddał (swą) świętą duszę, oni zaraz obcięli mu głowę i zawiesili ją na wierzchołku tego samego drzewa, u stóp którego sprawował uprzednio niebiańskie sakramenta. Aby zaś zawieszona święta głowa z daleka była dla wszystkich widoczna, obnażyli z gałęzi całą część pnia najbliższą szczytu. Uczyniwszy to, całe jego ciało pocięli na części, a we wściekłości swojej porozrzucali te kawałki tu i tam. Następnej jednak nocy gospodarz świętego męczennika z nieba otrzymał przez anioła napomnienie, aby jak najstaranniej zebrał święte członki tak, aby żadna cząsteczka nie została pominięta, a gdy już to uczyni, aby jak najczyściej i z jak największym szacunkiem schował i strzegł świętych relikwii. Człowiek ów, posłuszny poleceniu, ochoczo wypełnił to, co mu rozkazano, ale poskładawszy pieczołowicie poszczególne członki, zauważył, że brakuje jeszcze jednego palca u jednej z rąk i choć usilnie szukał tego dnia i przez wiele następnych dni, nie mógł go znaleźć. Gdy zaś nieustannie przeszukiwał wszystkie zakątki w tym miejscu, pewnego dnia żona jego dziwiąc się, czego jej mąż poszukuje tak usilnie, poczęła wypytywać go natarczywie, jaka może być przyczyna tego szperania. On zrazu nie chciał jej tego wyjawić, ale na koniec uległ jej niegodziwym namowom, a ona, jako że była poganką, od razu rozgłosiła sąsiadom, że mąż jej pozbierał i przechowuje ciało świętego. A ponieważ to mąż był sprawcą tej zdrady, od razu usta mu się tak wykrzywiły, że w żaden sposób nie mógł nimi mówić i tylko z wielkim trudem przyjmował pokarm i napój.
A poganie usłyszawszy doniesienie (owej) kobiety, rzucili się na jej męża, srodze go wychłostali i spętanego na różne sposoby dręczyli, aby pokazał im święte szczątki. Szalony uległ wreszcie ich woli, a ponieważ tak lekkomyślnie oddał bezcenne perły wieprzom, słusznie zaiste Bóg dopuścił, aby go te wieprze pokaleczyły. Tak więc święte szczątki dostały się w ręce pogan, którzy je zabrali, ale sami pilnie ich strzegli, czy to dlatego, że bali się bicza gniewu Bożego, gdyby inaczej uczynili, czy też w zamiarze sprzedania ich chrześcijanom. Po niedługim zaś czasie jacyś żeglarze łowiący ryby przy brzegu morza, niedaleko (ostatniego) schronienia świętego, gdzie poniósł on śmierć męczeńską, zobaczyli nagle pływającą wśród fal niedużą rybę, w której wnętrznościach jaśniała jak gdyby świeca cudownie błyszcząca. Zdumieni tym poniechali (połowu) innych (ryb), a wszyscy starali się chwycić tę jedną, złapali ją prędko, od razu otwarli jej brzuch i wydobyli zeń palec świętego biskupa rzucający blask na kształt jasnej świecy, a nie mogąc wyjść z podziwu nawzajem się pytali, co by to być mogło. Tymczasem przyglądając się uważniej za wolą Bożą rozpoznali kształt palca i zrozumieli, że musiał on odpaść od świętego ciała. Wtedy pospiesznie udali się do tych, u których, jak wiedzieli, złożone były czcigodne członki, a tam ujrzeli, że i one jaśnieją tym samym blaskiem, co palec, który przynieśli. Zbiegła się cała wieś na to widowisko i tym pilniej strzegli potem niebiańskiego ciała.
Prusowie zaś wiedząc, że relikwie męczennika będą miały wielką wartość dla króla polskiego, posłali doń (poselstwo) z tymi słowami: „Wiedz, że ten twój bóg, któregośmy zabili, znajduje się u nas. Jeśli więc dasz nam wiele pieniędzy, gotowi jesteśmy odesłać ci go”. Na tę wieść ucieszył się niezmiernie ów król prawdziwie chrześcijański, posłał im żądana sumę i w ten sposób odzyskał w całości święte ciało. Ci zaś, co je wieźli, zajechali najpierw do klasztoru w Czrzemesznie, gdzie za zezwoleniem owego króla święte ciało spoczęło tak długo, póki nie zeschło się tak, że pozostały zeń jedynie same kości.”
Chcielismy przygotować ten tekst na 23 kwietnia, prawie się udało 🙂
Podczas pisania tego artykułu korzystaliśmy z:
- Kronika polska: Gall Anonim
- Kronika Thietmara : bp. Thietmar z Merseburga (syn Lothara II z Walbeck )
- Roczniki kwedlinburskie : Cioteczki Cesarskie w tłumaczeniu Andrzeja Kozickiego (można pobrać za free)
- Tempore Illo : autor nieznany w tłumaczeniu Janiny Pleziowej, z książki Średniowieczne żywoty i cuda patronów Polski.